Po zamknięciu dworca Fabrycznego: "- Teraz Pabianice"
22.10.2011
, aktualizacja: 22.10.2011 09:06
Iwona Janowska jeszcze w ubiegłym tygodniu pracowała w kiosku na Fabrycznym. Teraz kończy urządzać się na dworcu pabianickim. Przyznaje, że tęskni.
ZOBACZ TAKŻE
- Inżynier kontraktu na Fabrycznym. Za 19 czy 124 mln zł? (17-11-11, 07:00)
- Łódź-Widzew: farba rozwiązałaby problem parkowania (03-11-11, 21:43)
- Wojna między mieszkańcami Widzewa a pasażerami PKP (27-10-11, 07:00)
- Nie ma Fabrycznej w rozkładzie, do Łodzi nie jedziesz? (26-10-11, 18:59)
- Wyremontowany dworzec zamknięty, a pasażerowie marzną (24-10-11, 19:34)
- Zrobią miejsce na nowy dworzec Fabryczny. Co wyburzą? (24-10-11, 08:00)
- Łódź Fabryczna nie działa. A podróżni i tak przychodzą (18-10-11, 15:56)
- Pierwszy poniedziałek bez dworca Łódź Fabryczna RELACJA (17-10-11, 05:30)
- Żegnamy dworzec Łódź-Fabryczna. Zdjęcia z koncertów (16-10-11, 20:39)
- Dworzec Łódź Fabryczna zamknięty. Jak jeżdżą pociągi? (16-10-11, 20:31)
- Pożegnanie dworca Łódź Fabryczna. Trochę inne zdjęcia (16-10-11, 19:54)
- Żegnamy dworzec Łódź-Fabryczna. Zdjęcia z Foto Day (16-10-11, 18:02)
- Przypominamy: Dworzec Łódź Fabryczna zamknięty (16-10-11, 08:50)
GALERIA ZDJĘĆ
- Tak żegnaliśmy dworzec Łódź Fabryczna [ZDJĘCIA] (16-10-11, 02:26)
Agnieszka Urazińska: Pachnie świeżością, okolica miła. To chyba zmiana na lepsze?
Iwona Janowska: Nie ma na co narzekać. Ciepło, czysto, wszystko nowe. Przez dwa dni wystawiałam towary, dziś właśnie skończyłam mycie lady. Mam tu prasę, napoje, słodycze, trochę zabawek. No i spokój, nawet trochę za dużo spokoju. Na Fabrycznym, co tu dużo mówić, było brzydko, śmierdziało i nie zawsze było bezpiecznie. Na ławkach koczowali bezdomni. Tutaj mam luksus, nikt nie śpi w poczekalni, nie prosi o pieniądze. Ale tam się toczyło życie, atmosfera była wspaniała. Znało się wszystkich pracowników, z innych kiosków, z kas, z dworcowego baru, a nawet panie pilnujące dworcowej toalety. I klientów było mnóstwo.
Tu rzeczywiście tłoku nie ma.
- No, właśnie. Pociąg przyjeżdża raz na godzinę i wtedy pojawiają się ludzie. Na razie na brak pracy nie narzekałam, bo po przeprowadzce z Łodzi sporo tu było układania i przestawiania. Wkrótce mój szef ze wspólnikiem uruchamiają tuż obok dworcowy bar i tam też będę miała sporo roboty. Gorzej, jak to wszystko już tam będzie poustawiane i gotowe. Ale wymyśliłam sobie, że wtedy między jednym pociągiem a drugim będę porządkowała papiery. Wnuk mi się niedługo urodzi, więc może na drutach będę coś dla niego dziergała.
A co z dojazdem do pracy?
- Nie narzekam. Jest nawet lepiej, niż wcześniej. Bo ja mieszkam na Retkini, a kiosk trzeba otwierać o godz. 5.30. I żeby tak wcześnie być na Fabrycznym, to przyznaję że się musiałam nagimnastykować, bo dojazd wcale nie był o tej porze dobry. Czasem musiałam przez dworcem czekać, aż otworzą, bo rozkład MPK był taki, że przyjeżdżałam za wcześnie. A jak późno kończyłam, a następnego dnia szłam na poranną zmianę, to spałam u mamy na Dąbrowie, żeby dotrzeć na czas. Teraz jest lepiej, bo dojeżdżam z domu do Łodzi Kaliskiej, a później 17 minut pociągiem jadę do Pabianic.
Polubi pani te Pabianice?
- Pewnie, już je lubię, bo mam pracę. Właściciele kiosku, w którym pracowałam, przenieśli się tutaj i zdecydowali, że będzie tu miejsce także dla mnie. A nie wszyscy z Fabrycznego mieli tyle szczęścia. Niektórzy razem z zamknięciem dworca stracili pracę.
Iwona Janowska: Nie ma na co narzekać. Ciepło, czysto, wszystko nowe. Przez dwa dni wystawiałam towary, dziś właśnie skończyłam mycie lady. Mam tu prasę, napoje, słodycze, trochę zabawek. No i spokój, nawet trochę za dużo spokoju. Na Fabrycznym, co tu dużo mówić, było brzydko, śmierdziało i nie zawsze było bezpiecznie. Na ławkach koczowali bezdomni. Tutaj mam luksus, nikt nie śpi w poczekalni, nie prosi o pieniądze. Ale tam się toczyło życie, atmosfera była wspaniała. Znało się wszystkich pracowników, z innych kiosków, z kas, z dworcowego baru, a nawet panie pilnujące dworcowej toalety. I klientów było mnóstwo.
Tu rzeczywiście tłoku nie ma.
- No, właśnie. Pociąg przyjeżdża raz na godzinę i wtedy pojawiają się ludzie. Na razie na brak pracy nie narzekałam, bo po przeprowadzce z Łodzi sporo tu było układania i przestawiania. Wkrótce mój szef ze wspólnikiem uruchamiają tuż obok dworcowy bar i tam też będę miała sporo roboty. Gorzej, jak to wszystko już tam będzie poustawiane i gotowe. Ale wymyśliłam sobie, że wtedy między jednym pociągiem a drugim będę porządkowała papiery. Wnuk mi się niedługo urodzi, więc może na drutach będę coś dla niego dziergała.
A co z dojazdem do pracy?
- Nie narzekam. Jest nawet lepiej, niż wcześniej. Bo ja mieszkam na Retkini, a kiosk trzeba otwierać o godz. 5.30. I żeby tak wcześnie być na Fabrycznym, to przyznaję że się musiałam nagimnastykować, bo dojazd wcale nie był o tej porze dobry. Czasem musiałam przez dworcem czekać, aż otworzą, bo rozkład MPK był taki, że przyjeżdżałam za wcześnie. A jak późno kończyłam, a następnego dnia szłam na poranną zmianę, to spałam u mamy na Dąbrowie, żeby dotrzeć na czas. Teraz jest lepiej, bo dojeżdżam z domu do Łodzi Kaliskiej, a później 17 minut pociągiem jadę do Pabianic.
Polubi pani te Pabianice?
- Pewnie, już je lubię, bo mam pracę. Właściciele kiosku, w którym pracowałam, przenieśli się tutaj i zdecydowali, że będzie tu miejsce także dla mnie. A nie wszyscy z Fabrycznego mieli tyle szczęścia. Niektórzy razem z zamknięciem dworca stracili pracę.
- 6 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów




